Published on

Powieść “Król” Szczepana Twardocha to historia, która może wywołać silne wrażenie na czytelniku. To brutalna opowieść o przedwojennej Warszawie, ale także o podróży w głąb człowieka, który próbuje zbudować siebie na nowo — wymazując to, co niewygodne, bolesne, winne. 

Obraz

Jakub Szapiro to postać, która pokazuje, co dzieje się, gdy nie chcemy spojrzeć prawdzie w oczy. Ten bokser, gangster, człowiek władzy oddziela w sobie to, co „złe” — brutalność, zdradę, winę — od tego, co „dobre”: lojalność, miłość, marzenia. To klasyczny mechanizm rozszczepienia, który ma chronić przed bólem. Człowiek staje się podzielony — żyje w dwóch narracjach, które się nie spotykają.

Schyłek życia Szapiro to poczucie przegranej i bolesna świadomość dokonania złych wyborów, przez które ginęli ludzie. Początkowe moc i władza ustępują miejsca lękowi i poczuciom winy. Wówczas następuje próba zagarnięcia innej, być może bardziej niewinnej  tożsamości i stworzenia nowej historii o samym sobie, wolnej od ciężaru własnych czynów. To przykład na to, jak idealizujemy siebie, wycinając fragmenty o tym, jakiego zła dokonaliśmy (tak m.in. tworzy się kłamstwo historyczne). Balansowanie między tym, kim się jest, a tym, kim chciałoby się być, między brutalnością a potrzebą miłości, między lojalnością a pragnieniem wolności. To przykład na to, jak można stać się produktem władzy, maszyną do wykonywania rozkazów kultury, historii, kontekstu społecznego, rówieśników, pieniędzy, nacjonalizmu, ambicji, własnej nieświadomości. 
 
Skonfrontowanie się z sobą samym i ze stratami, do których się doprowadziło, jest szalenie bolesne, stąd dążenie do rozszczepienia, zaprzeczenia, oddzielenia tej części siebie i odsunięcia jej jak najdalej, aby nie czuć tego, co drąży od środka i uwiera, aby nie spotykać się z prawdą.  Tymczasem zdrowie psychiczne może wymagać integracji obu części i uznania ich w sobie takimi jakimi są. To trudna droga, którą nie każdy będzie chciał pokonać i której nie każdy podoła.

0 Comments

W. Szymborska
​"Nic dwa razy"

Click here to edit.

Nic dwa razy się nie zda­rza 
i nie zda­rzy. Z tej przy­czy­ny 
zro­dzi­li­śmy się bez wpra­wy 
i po­mrze­my bez ru­ty­ny. 

Choć­by­śmy ucznia­mi byli 
naj­tęp­szy­mi w szko­le świa­ta, 
nie bę­dzie­my re­pe­to­wać 
żad­nej zimy ani lata. 

Żaden dzień się nie po­wtó­rzy, 
nie ma dwóch po­dob­nych nocy, 
dwóch tych sa­mych po­ca­łun­ków, 
dwóch jed­na­kich spoj­rzeń w oczy. 

Wczo­raj, kie­dy two­je imię 
ktoś wy­mó­wił przy mnie gło­śno, 
tak mi było, jak­by róża 
przez otwar­te wpa­dła okno. 

Dziś, kie­dy je­ste­śmy ra­zem, 
od­wró­ci­łam twarz ku ścia­nie. 
Róża? Jak wy­glą­da róża? 
Czy to kwiat? A może ka­mień? 

Cze­mu ty się, zła go­dzi­no, 
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem? 
Je­steś - a więc mu­sisz mi­nąć. 
Mi­niesz - a więc to jest pięk­ne. 

Uśmiech­nię­ci, współ­o­bję­ci 
spró­bu­je­my szu­kać zgo­dy, 
choć róż­ni­my się od sie­bie 
jak dwie kro­ple czy­stej wody. 

Kategorie